Coraz więcej kierowców ma problemy. Po kolizji i spisanym oświadczeniu potrafi do nich zapukać policja lub przychodzi wezwanie do sądu
16:04 22-12-2024 | Autor: redakcja
Każdej doby na drogach naszego regionu notowanych jest ok. 60-80 kolizji. To są jednak oficjalne dane i dotyczą zdarzeń obsługiwanych przez policję. Do tego dochodzą te, gdzie uczestnicy postanowili porozumieć się spisując oświadczenie. Nie ma w tym nic złego, ba nawet niejednokrotnie funkcjonariusze drogówki sami proponują tego typu rozwiązanie w sytuacjach, gdy nie ma osób poszkodowanych a wina sprawcy jest bezsprzeczna.
Ma to bowiem kilka zalet. Przede wszystkim kierowca, który doprowadził do zdarzenia, unika punktów karnych i mandatu. A mowa tu o kwocie w wysokości co najmniej 1000 złotych. Do tego dochodzi oszczędność czasu. Są bowiem dni, kiedy kolizji jest tak dużo, że funkcjonariusze drogówki nie nadążają z ich obsługiwaniem i wówczas na patrol czekać można nawet kilka godzin.
Spisując jednak oświadczenie niestety wielu kierowców zapomina o dwóch niezwykle ważnych kwestiach. Dotyczą one mianowicie jezdni oraz infrastruktury drogowej. Ta pierwsza musi bowiem być dokładnie uprzątnięta po zdarzeniu. Chodzi o usunięcie z niej wszelkich elementów uszkodzonych pojazdów jak też płynów eksploatacyjnych. W innym przypadku pozostali uczestnicy ruchu są narażani na niebezpieczeństwo.
W Lublinie było wiele przypadków, kiedy na skutek nieuprzątniętej jezdni dochodziło do kolejnych zdarzeń drogowych. Wskazać tu można m.in. ul. Jana Pawła II, gdzie rozlany a następnie rozjeżdżony płyn z chłodnicy sprawił, iż auta ślizgały się jak na lodzie i doszło do następnych dwóch kolizji. Na al. Kraśnickiej kierowca w ostatniej chwili dostrzegł leżący na jezdni kawałek zderzaka, zaczepił o ów element, który odbił się i uderzył w nadjeżdżające z naprzeciwka auto. Podobne zdarzenia można wymieniać długo.
Zgodnie z polskim prawem koszty usuwania szkód spowodowanych wypadkiem drogowym spoczywają na jego sprawcy. Przepisy prawa stanowią również, że za stan nawierzchni drogi odpowiada jej zarządca. To jednak generuje spore koszty, w związku z czym drogowcy natrafiwszy na znajdujące się na jezdni pozostałości po kolizji niejednokrotnie powiadamiają o wszystkim policję. Ta zaś później ściga jej sprawcę. Jeszcze gorzej jest, kiedy na skutek nieuprzątniętej po poprzednim zdarzeniu nawierzchni dojdzie do kolizji czy wypadku. Wówczas jej sprawca może być pociągnięty do odpowiedzialności za spowodowanie kolejnego zdarzenia.
Podobnie ma się sprawa jeżeli chodzi o infrastrukturę drogową. Nie brakuje zdarzeń, kiedy to kierowca straci panowanie nad pojazdem a auto uderzy w bariery czy też znak. Niejednokrotnie wówczas kierujący odjeżdża czy też wzywa lawetę, która zabiera rozbite auto, nie powiadamiając jednak odpowiednich służb.
– Tu mamy do czynienia z sytuacją, kiedy to kierowcy uznają, że przecież nikomu innemu nic się nie stało. Jednak nie zapominajmy, że po takim zdarzeniu bariera musi zostać naprawiona a najczęściej wymieniona na nową, to samo dotyczy znaków drogowych. A to wiąże się niejednokrotnie ze sporymi kosztami. Wówczas zarządca drogi powiadamia policję o ucieczce z miejsca zdarzenia. Wtedy funkcjonariusze po ustaleniu sprawcy pukają do jego drzwi. W takich sytuacjach oprócz odpowiedzialności karnej dochodzi do tego niejednokrotnie regres, czyli obowiązek pokrycia kosztów naprawienia szkody z własnej kieszeni – wyjaśniają nam przedstawiciele lubelskiej firmy „Po Wypadku”, która zajmuje się kompleksową obsługą zdarzeń komunikacyjnych.
Oczywiście nie oznacza to, że do każdej kolizji należy wzywać policję. Usuwając rozbite auta z jezdni należy pamiętać, aby ją dokładnie uprzątnąć.
– Rozumiemy, że kolizje się zdarzają, niemniej należy pamiętać, że każde uszkodzenie mienia gminy wymaga uruchomienia procedury w celu ustalenia sprawcy. Zważywszy na to, że w Lublinie obserwuje nas czujne oko monitoringu, dotarcie do sprawcy jest tylko kwestią czasu – wyjaśniają przedstawiciele Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego w Lublinie.
Dlatego też warto samodzielnie skontaktować się z zarządcą drogi w celu ustalenia sposobu załatwienia tej sprawy. Wówczas ten nie musi wchodzić na drogę sądową a kierowca unika szeregu problemów i przede wszystkim dodatkowych, często sporych kosztów. Tu należy też pamiętać, że każda firma ubezpieczeniowa w przypadku ucieczki z miejsca zdarzenia, to właśnie od sprawcy ściąga wszystkie związane z tym koszty. A te niejednokrotnie potrafią wynieść kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.
To jest pic na wodę.Miałem kolizję wjechał mi w bok autem.Ja jechałem na zielonym i porozumieliśmy się przyjechała laweta .I pan powiedział że musi przyjechać ekipa sprzątająca.Sprawca podpisał odpowiednie papiery i koniec na tym.Jadąc za dwa dni zobaczyłem źe nie jest nic posprzątane To jak można kogoś ukarać
” Przede wszystkim kierowca, który doprowadził do zdarzenia, unika punktów karnych i mandatu. A mowa tu o kwocie w wysokości co najmniej 1000 złotych.”
No chyba, że akurat policja strajkuje, aby dostać podwyżki, to można liczyć na pouczenie.
To bardziej teoria niż praktyka.
No nie wiem, czy taka teoria. Ja też zapłaciłem za znak. W zimie nie wyhamowałem na śniegu i uderzyłem w znak. Też uznałem, że nic się nie stało. żyłem w takim przekonaniu chyba z pół roku, dopóki nie dostałem rachunku. Na szczęście było to zaledwie 150 zł. Ale zdziwiłem się mocno.
Z tym ściąganiem przez firmy ubezpieczeniowe to pic na wodę. Jest wiele wypadków/kolizji w których sprawca nie dostał żadnego regresu.
Na AK ktoś zaliczył słupek, który położył się na DDR. Co najmniej przez 2 tygodnie tak było, wczoraj leżał na pasie zieleni. I nikomu nie przeszkadza?
Kobitka 50 parę latek próbowała zawrócić w miejscu gdzie przepisy zabraniają i do tego ścięła łuk.
12 tysięcy za barierki to duzoA to że ludzie nie sprzątają,to jest pogarda i ignorancja dla wszystkiego i wszystkich .Mam na wsi łąkę na końcu drogi gminnej i ludzie przyjezdzajaaja robią głębokie koleiny i uciekają
Gdy ludzie nie są sprawcą wolą dzwonić na 112. Gdy są wolą oświadczenie. Często po kolizji bez obecności policji, tridniej odzyskać środki z oc sprawcy. Zresztą obecnie w ogóle jest z tym kiepsko. Coraz częściej kosztorys ubezpieczyciela rozjeżdża się z kosztorysem warsztatu który ma dokonać naprawy. Jest też domniemanie że dochodzi do rozliczenia pod stołem.
Warto również wspomnieć, że gdy mamy awarię auta. Na przykład taka że wyciekną z niego płyny. Również należy powiadomić odpowiednie służby. Choć często to robią firmy holujące. Jako ciekawostkę należy również wprost powiedzieć że interwencja służb sprzątających drogę dla ubezpieczyciela traktowana jest tak samo jak szkoda. Tego typu zdarzenie powoduje utratę zniżek. Może dlatego wiele osób jak im się w wyniku awarii rozszczelni jakiś układ tego nie zgłasza. Fajnie że redakcja w końcu poruszyła ten temat. Nie ma co ukrywać przepisy obowiązują już od dawna. Niestety większość ludzi nie zna prawa.
W listopadzie tego roku dojeżdżając do samochodu stojącego w korku i oczekując na zielone światła by zmniejszyć odległość między stojącymi samochodami, zbliżyłem się za blisko i przód mojego samochodu oparł się na zderzaku stojącego przede mną samochodu. Kierujący tym samochodu odczuł dotknięcie gdyż wyszedł ( podczas postoju samochodów na czerwonym ) i poprosił bym za nim jechał do najbliższego parkingu. Po zatrzymaniu się na parkingu kierowca tego samochodu oświadczył mi że mam dwa wyjścia z tej „kolizji”. Wezwanie policji, lub sporządzenie oświadczenia sprawcy kolizji w celach pokryciu ewentualnej szkody w jego pojeździe. Oświadczyłem mu że zgadzam się na obydwie proponowane przez niego rozwiązania. Zdecydował że mam sporządzić oświadczenie i tym celu udał się do blisko mieszkającego kolegi, który ma czyste druki takich oświadczeń. W międzyczasie telefonem wykonałem zdjęcia przedniego zderzaka mojego samochodu i tylnego zderzaka samochodu ” poszkodowanego „. Po oględzinach podczas zdjęć stwierdziłem że na moim samochodzie nie ma żadnych śladów uszkodzenia poza drobnymi otarciami tabliczki rejestracyjnej. Natomiast na tylnym zderzaku samochodu poszkodowanego widać było przetarcie smug błota mocno zabłoconego całego tyłu samochodu. Z uwagi na to że ja te oględziny robiłem na parkingu słabo oświetlonym i mogłem nie zauważyć innych szkód na tylnych elementach samochodu pokrzywdzonego. Po sporządzeniu oświadczenia w którym podałem swoje dane, mojego pojazdu oraz numeru polisy mojego ubezpieczenia przekazałem je poszkodowanemu i odjechałem do domu. Jakie zdziwienie spotkało je mnie po około dwu tygodniach gdy do mojego domu zawitał dzielnicowy policji i zaproponował mi mandat 1000 złotych oraz 10 punktów jako sprawcy kolizji którą zgłosił poszkodowany na policji. Oświadczyłem mu, że ja poszkodowanemu przekazałem oświadczenie że ja uczestniczyłem w zdarzeniu zawierające wszystkie dane jakie wymaga mój ubezpieczyciel PZU. Dzielnicowy przesłuchał mnie w którym opisałem mu całe zdarzenie i przekazałem zdjęcia samochodów biorących udział w tym zdarzeniu gdzie wyraźnie nie widać żadnych uszkodzeń zarówno w moim , jak i pokrzywdzonego samochodach jak również kopię oświadczenia. Odmówiłem przyjęcie mandatu i czekam co będzie dalej. Nie wiem jak dalej postępować, zapłacić mandat w orzeczeniu sądu wirtualnego czy nie ? Piszę to by ostrzec że że oświadczenie to jeszcze nie wszystko, służby mundurowe, są bezwzględne i realizujące zadania po najmniejszej linii oporu.