Targowisko przy ul. Ruskiej zostało zamknięte. Kupcy zapewniają, że będą walczyć „Idziemy teraz już na wojnę” (zdjęcia)
21:34 30-06-2024 | Autor: redakcja
W niedzielę po południu na targowisko przy ul. Ruskiej w Lublinie przyjechali pracownicy spółki Lubelskie Dworce i zaczęli zabezpieczać wejścia. Na ogrodzeniu umieścili też informacje o zakazie wstępu. W ten sposób zarządca terenu postanowił zrealizować swoje zapowiedzi o likwidacji tekstylnego targowiska wraz z końcem czerwca. Spotkało się to ze zdecydowaną reakcją sprzedających, którzy walczą o możliwość handlu w tym miejscu do końca roku, tak jak mieli to obiecane.
Handlujący tłumaczą, że zostali postawieni pod ścianą, gdyż obecnie są w gorszej sytuacji niż wiosną. Zapewniają, iż nie opuszczą tego terenu i będą walczyć o wywiązanie się z obietnic, jakie w marcu dał im marszałek województwa lubelskiego. Co więcej, mają duże obawy, że po raz kolejny nocą ktoś może przyjść i podpalić targowisko.
– Musimy pilnować całą dobę, gdyż obawiamy się, że po raz kolejny przyjdą i nas spalą. Pani prezes jest nieobliczalna, uważa się za osobę ważniejszą od marszałka. Słowa powiedziane przez pana marszałka w tej chwili się nie liczą, ważne jest tylko to, co mówi pani prezes, na co my się kategorycznie nie zgadzamy. Idziemy teraz już na wojnę. Nie ma taryfy ulgowej, jesteśmy zdesperowani, chcemy tu pracować tak, jak mieliśmy obiecane – do końca roku, więc się stąd nie ruszymy – mówią nam sprzedawcy.
Podczas rozmowy padło też wiele krytycznych słów wobec zarządzającej spółką Lubelskie Dworce Anny Kusiak. Kupcy wskazują, że nie chce ona z nimi rozmawiać oraz traktuje ich jak śmieci. Do tego ma dochodzić zastraszanie. Tu wskazano, że mieli przekazane, iż jak będą „podskakiwać” to stracą miejsca handlowe w innych lokalizacjach. Z targowiska zostały usunięte też brama i furtki, gdyż decyzją pani prezes teren ma być w nocy otwarty. Zabroniła też wynajmowania ochrony, aby pilnowała stoisk.
– Śmiała nam się prosto w twarz, a my przecież mamy tu swoje rzeczy i dużą ilość towaru. Godziliśmy się na wszystko, na duży wzrost czynszu a nawet na lichwę z ich strony. Za jeden dzień spóźnienia w opłacie naliczają nam 10 procent. Przecież to jest haracz. Pani prezes twierdzi, że ktoś tam czynszu nie zapłacił. To co to jest, nowe prawo? Odpowiedzialność zbiorowa? Kiedy lokator nie zapłaci czynszu to od kiedy eksmituje się cały blok? A to nie jest tak, że nie zapłacił. Owszem, ktoś się spóźnił z czynszem, ale za to uregulował go później z ogromnymi odsetkami – dodają kupcy.
Handlujący zarzucają też Annie Kusiak kłamstwa. Miała ona bowiem wypowiadać się, że powodem zamknięcia targowiska jest niepłacenie czynszu oraz niewywiązanie się z uzgodnień dotyczących podpisania umowy. Do tego przypominają, że jeszcze jako wicedyrektor lubelskiej Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa zawyżała powierzchnię swojego gospodarstwa rolnego, aby uzyskać większe dopłaty. Dodatkowo już wtedy miała wykazywać się podobnymi zachowaniami wobec innych, czyli traktując ich jako osoby gorszej kategorii. Tu wskazań, iż m.in. pracownicy urzędu musieli wyprowadzać jej psa na spacer.
– Najpierw powiedziała, że nie płacimy czynszu. Jak wszyscy pokazaliśmy potwierdzenia wniesienia opłaty, to stwierdziła, że nie mamy umów. A przecież wyraźnie było wskazane podczas rozmów na wiosnę, że umowy są tylko do lipca, więc ich nie podpisaliśmy, gdyż zapewniono nas, że zostaniemy tu do grudnia – tłumaczą handlujący.
Kolejną sprawą mają być wyjaśnienia spółki, co do wzrostu czynszu. Lubelskie Dworce wskazywały, że zostały one dostosowane do realiów rynkowych oraz tych, jakie ponoszą kupcy z innych, pobliskich targowisk. Tu sprzedający zapewniają, że zgodzili się na podwyżkę, jednak pokazują na diametralne różnice. Na innych targowiskach kupcy pracują w lokalach, jakie zbudował zarządca terenu, mają wodę, ochronę, a teren jest sprzątany. W tym przypadku o stragany musieli sami zadbać, nie mają ochrony, wody, firmy sprzątającej, o wszystko muszą dbać sami.
– Do tej pory siedzieliśmy w miarę cicho, godziliśmy się na kolejne ich pomysły. Ale po tym, jak 28 czerwca wymyśliła, że 30 ma już targowiska nie być miarka się przebrała. My już się niczego nie boimy i będziemy walczyć do końca – zapewniają sprzedawcy.
Jak nam podkreślili kupcy z targowiska przy ul. Ruskiej, chcą tylko jednego. Aby zostawiono ich w spokoju i mogli handlować do grudnia, tak jak im to wiosną obiecał marszałek Jarosław Stawiarski.





Pani z P.S robi co chce jak zwykle.
Ludzie. Wybory się skończyły i teraz politycy mają was tam gdzie światło nie dochodzi…
Nic dodać nic ująć – uśmiechajcie się
Lewica w tym slamsie zbiera podpisy.
Czy ja tam widzę jakichś Gruzinów???
maja racje jak im obiecali to niech kuzwa slowa dotrzymuja,ja tez jestem za tym zeby ten balagan usunac z centrum,ale jak cos sie obieca to tak ma byc,i nie dziwie sie tym ludziom,bez wzgledu kim oni tam sa,bylo nie obiecac to by bylo po problemie
Co się Dziwisz, przecież to pisowskie obietnice.
Chociaż to trudne dla kupców, którzy obowiązkowo powinni dostać od miasta inne miejsca gdzie mogliby handlować ale popieram zamknięcie targów w centrum miasta. Wszystko powinno pójść pod buldożer: dworzec, bazar na Podzamczu, Nova, Społem. I powstać podziemny parking a na wierzchu piękny park z rabatami, oczkami wodnymi, fontannami itp.
jaki park , okoliczne bydło z lubartowskiej przyjdzie i bedzie po parku
Miasto im niczego nie zabiera.
Ludzie, ludzieeee, wojna już w Lublinie!!!
I dobrze. Lata 90. skończyły się dawno temu
I dobrze. Niech panowie walczą o swoje.