Śmigłowce te służą tylko w Dęblinie. Właśnie piloci wylatali na nich 50 tysięcy godzin (zdjęcia)
20:20 05-06-2025 | Autor: redakcja
W środę, na terenie 4 Skrzydła Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie, miała miejsce uroczystość z okazji osiągnięcia przez śmigłowce SW-4 „Puszczyk” 50 tys. godzin nalotu. Wydarzenie rozpoczęło się zbiórką przed starym portem lotniczym, po odegraniu hymnu jedna z tych maszyn wykonała symboliczny dolot w asyście salutu wodnego Wojskowej Straży Pożarnej. Następnie żołnierzom i pracownikom, którzy przyczynili się do osiągnięcia tego wyniku, wręczono listy gratulacyjne i wyróżnienia.
Jak wyjaśniał dowódca 4 Skrzydła Lotnictwa Szkolnego gen. bryg. Waldemar Gołębiowski, w tych 50 tysiącach godzin zapisana jest historia tysięcy lotów, szkoleń, misji i codziennej pracy instruktorów, techników i pilotów. To także historia tysięcy decyzji podejmowanych w powietrzu i na ziemi, nauki, wyzwań, trudów i satysfakcji z dobrze wykonywanych zadań.
Przedstawiciele dęblińskiej jednostki dodali, iż osiągnięcie takiego wyniku stanowi wyjątkowy moment dla całej społeczności lotniczego garnizonu. Podczas związanych z tym uroczystości oprawę ceremonialną zapewniła Kompania Reprezentacyjna Sił Powietrznych oraz Orkiestra Wojskowa w Dęblinie.
SW-4 Puszczyk to lekki śmigłowiec wielozadaniowy stworzony w latach 90. ub. wieku w zakładach PZL Świdnik. Miał stanowić następcę przestarzałego i zużywającego ogromne ilości paliwa Mi-2. Jego produkcja ruszyła w 2004 roku. W sumie powstało ok. 40 tego typu maszyn. Większość z nich trafiło do Polskich Sił Powietrznych z przeznaczeniem dla celów szkoleniowych.
W chwili obecnej jedynym ich użytkownikiem w armii jest 41. Baza Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie. Choć maszyna nie jest pozbawiona wad, to jednak dobrze sprawdza się w szkoleniach pilotów. Co więcej pewne jest, że nalot śmigłowców SW-4 „Puszczyk” będzie cały czas rósł. Na razie bowiem nie ma żadnych decyzji, aby miały one zostać wycofane ze służby.
Galeria zdjęć
Ale co wy chcecie. Gdyby budżet i zaplecze techniczne było by większe to pewnie by to poprawili.
Tak jak z Polonezem. Gdyby była by kasa i możliwości dalszego rozwoju to nie byłoby Caro czy Atu tylko coś podobnego do S klasy.
Powinniśmy się cieszyć że chociaż mamy takie coś bo to był nie mały wyczyn zaprojektować taką maszynę
Kolega z osiedla służy w Dęblinie.
Te śmigłowce to podobno taki szrot jest, że każdy kto sobie z nimi radzi poradzi sobie z każdym innym.
Dowództwo świętowało sukcesy, ale zapomniało o tym, kto jest autorem. Romek nie dowierzał co się wydarzyło – olali jednego z byłych dowódców – pułkownika, Latosiu stał i przecierał oczy ze zdumienia – zapomnieli… Borsuk nie spodziewał się po Gołębiu żadnego normalnego gestu – w końcu zwichnął mu karierę na 5 lat i ta gwiazdka z wężykiem ostatnia na pocieszenie – niebawem komputer wyrzuci. Hamer nie przyjechał – ale mogli słowem wspomnieć, zapomnieli także o Wieśku – Dowódcy, który wdrażał sprzęt – nawet słowo nie padło, choćby, że latał i ten nalot jest także jego. Ani słowa o Uronie, a Henia nawet nie zaprosili. GRATULACJE – takich mamy dowódców. Hania musi być dumna, że załatwiła awans.
nieprzemyślana koncepcja,
główny minus to słaby silnik,
powiniemmieć 2 napędy jak mają podobne śmigłowce tej klasy
jakieś konkretne argumenty za tym minusem ?
jeszcze duży hałas i drgania,które nie do końca się dało opanować
tytuł newsa nie najlepszą reklamą