Ponad 2 tysiące uczestników Runmageddonu Lublin. Do pokonania szereg przeszkód na kilkukilometrowej trasie (zdjęcia)
16:30 26-07-2025 | Autor: redakcja
W sobotę nad Zalewem Zemborzyckim w Lublinie rozpoczął się Runmageddon. W tym roku stolica naszego regionu po raz pierwszy przywitała śmiałków głodnych adrenaliny i ekstremalnych wyzwań. Dziś na starcie stanęło łącznie ponad 2 tys. osób. Miały one do pokonania kilkukilometrową trasę, na której znajduje się szereg przeszkód.
Jak wskazywali nam organizatorzy, w biegach biorą udział całe rodziny, grupy przyjaciół, pary czy zespoły firmowe. Uczestnicy przyjechali niemal z każdej gminy na Lubelszczyźnie, jak też z różnych stron kraju. Wymieniono tu takie miasta jak m.in. Bełchatów, Białystok, Bielsko-Biała, Chorzów, Częstochowa, Ełk, Gdańsk, Gdynia, Gliwice, Grudziądz, Katowice, Kielce, Kraków, Łódź, Olsztyn, Opole, Oświęcim, Poznań, Przemyśl, Radom, Rybnik, Rzeszów, Toruń, Warszawa czy Wrocław.
Nie brakuje też osób z zagranicy. Są biegacze z Włoch, Irlandii, Anglii, Czech, Islandii czy Belgii. Jak wyjaśnia Marcin Kulczycki, dyrektor Runmageddon Lublin, do wyboru jest kilka różnych tras, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Dla początkujących przewidziano formułę Intro – 3-kilometrowy tor z kilkunastoma przeszkodami. Osoby nastawione na pełny wymiar zabawy próbują sił w Rekrucie na dystansie 6 kilometrów z ponad 30 przeszkodami.
– Biegam od od kilku lat, jednak w tego typu imprezie biorę udział po raz pierwszy. Chciałam sprawdzić swoją wytrzymałość. Nie bez znaczenia jest też solidna dawka adrenaliny, jaką daje ten bieg. Lecz jest to też okazja do integracji i dobrej zabawy – mówi nam pani Karolina.
Jednak najwięcej emocji czekać będzie w niedzielę. Na jutro zaplanowano bowiem główny bieg, gdzie do pokonania będzie dystans ponad 12 km. Na trasie ustawionych zostało ponad 50 przeszkód do pokonania. Przed uczestnikami prawdziwa próba siły i charakteru. Należy pamiętać, iż Runmageddon to także wydarzenie dla kibiców i mieszkańców miasta. Na miejscu znajdują się strefy gastronomiczne, są konkursy z nagrodami, stoiska partnerów oraz liczne atrakcje towarzyszące.
Galeria zdjęć
Szkoda tylko, że każdy skrawek trawnika w okolicy służył za dziki parking. Po tym wiadomo kto startował w tych zawodach.
A co na to Straż Miejska? Śpi? A skoro tak to rozwiązać ten twór, a pieniądze, wcale nie małe przekazać dla Policji.
Do tego jeszcze grupki odziane w koszulki firmowe tego eventu, zamiast czołgać się w błocie, szwędały się całą szerokością po ścieżce rowerowej jak święte krowy po ulicach Bombaju.
bedziee mniej koszenia na kazdej imprezie tak jest ale to sytuacja sporadyczna nic zlego sie nie stalo
Krzysztof Muszczyk. Nie żeby coś ale ta kondycja moralna to coś u ciebie leży skoro stać cię tylko na obrażanie dobrze bawiących się ludzi. Dno dna osiągniętę więc idź być nieszczęśliwy gdzie indziej.
ja przypominam niesmiało, że od ponad 20 lat funkcjonuje w III RP Ustawa o języku polskim ,
zagraniczni zawodnicy moga sobie startować,ale tu obowiązuje język polski
2000 x (z tego co pamiętam 300 zł wpisowego) = 600 000. Koszty organizacji tego spędu (zwiezienie i rozłożenie tego całego sprzętu + po 100-200 zł dniówki dla obsługi cyrku w liczbie może 50 os.) oceniam na 100 000, czyli cyk – pół bańki skoszone od lemingozy lekką ręką.
jest i specjalista od księgowości, dzięki za podliczenia hahahaahahahaha
zacznij swoje liczyć pieniądz, bo chyba masz ich mało, skoro komuś liczyć masz czas hahahah
Hahaha….
Pośmiali się?
Nikt tego za darmo, wazonie, nie robi i słusznie zauważył, że to tylko sprytne dojenie kasy.
Hahahaha…
Pewno spora część uczestników dostała karnety od swoich korpo w ramach „pakietu socjalnego”. Przyjechali, zaparkowali na trawniku, pobrali koszulki, ale już nie bardzo palili się do skakania po przeszkodach jak tresowane małpy, no to poszli ścieżką rowerową do najbliższego punktu, gdzie serwowany był browiec.
Parkingów brak, gdzie parkować, ja się pytam?!
Straż miejska miała żniwa i dobrze..
Nie miała bo tradycyjnie w weekend mają wolne.
Fajnopolactwo samo się wykańcza ku zadowoleniu ZUSu i jeszcze się tym ekscytują, bo „adrenalina prawie taka jak wtedy gdy się gzimy w kiblu w korpo”. 😆
Teksty o tym jakim jestem spaślakiem siedzącym przed komputerem z browarkiem możecie sobie korposzczurki darować – kondycją fizyczną przewyższam większość z was. O moralnej nawet nie wspominam. Na nic więcej was nie stać.
to skoro twierdzisz, że walisz konia dłużej niż 15 min, z medycznego punktu widzenia jesteś miekka faja.
A jaki jest wykładnik minutowy?