Nie mamy wpływu na ceny prądu, ale na wysokość rachunków już tak
09:22 10-01-2022 | Autor: redakcja
Ceny prądu dla gospodarstw domowych wzrosły w 2022 roku o 23%. To średnio 21 złotych miesięcznie na gospodarstwo domowe, jednak dzięki obniżeniu podatku VAT do 5% i akcyzy przez pierwsze trzy miesiące podwyżka wyniesie tylko 6 zł. Dodatkowo wiele gospodarstw domowych zyskało prawo do dodatku osłonowego, który w skali roku wyniesie nawet 1437,50 zł.
PKEE informuje, że obecnie w cenie energii elektrycznej aż 59% stanowią koszty zakupu uprawnień w unijnym systemie EU ETS. Ich ceny w ciągu roku drastycznie wzrosły i znajdują się obecnie na rekordowym poziomie ok. 90 euro za tonę, czyli trzykrotnie więcej niż rok temu.
– Ceny energii elektrycznej rosną na całym świecie. W Europie głównym czynnikiem wpływającym na wysokość rachunków są rekordowo wysokie ceny za jednostkę uprawnień do emisji CO2. W tym momencie jest to już 90 euro za tonę (jeszcze kilka lat temu mówiono o 8 euro, swego czasu Komisja Europejska zakładała, że będzie to maksymalnie 40 euro). Dynamika wzrostu cen energii elektrycznej w stosunku do siły nabywczej pieniądza jest w Polsce jeszcze bardziej odczuwalna niż w innych krajach europejskich, co wynika z zamożności portfela – mówi w rozmowie z money.pl dr hab. Mariusz Ruszel z Politechniki Rzeszowskiej.
Zdaniem eksperta w perspektywie krótkoterminowej działania osłonowe rządu są w stanie realnie wpłynąć na ceny. W perspektywie średnio- i długoterminowej to konsumenci jednak powinni się zastanowić nad zmianą nawyków związanych ze zużyciem energii.
– Jak szacuje GUS, w ostatnim dziesięcioleciu Polacy zwiększyli zużycie energii elektrycznej blisko o 1/3. Korzystamy z coraz większej liczby urządzeń: telefonów, laptopów czy tabletów. Co więcej, wielu z nas zostawia zapalone światło w pomieszczeniach, w których nie przebywa w danej chwili. Mamy też bardzo dużo urządzeń, które w trybie stand by pracują przez całą noc. Pobierają one 5, czasami 10 proc. mocy danego odbiornika, co w skali miesiąca daje całkiem sporą wartość. Straty generuje też stale podpięta do gniazdka ładowarka od telefonu czy laptopa. Proste zmiany nawyków pozwalają zredukować zużycie energii nawet o 20 proc. Wiedząc więc, że będą podwyżki, warto zmotywować się do większej dyscypliny i zacząć oszczędzać prąd. Wówczas nie odczujemy wzrostu cen albo odczujemy je minimalnie – wskazuje dr hab. Mariusz Ruszel.
(fot. pixabay.com, źródło informacji: PKEE)
Tryb stand-by ??? Podziękujmy producentom – w wielu urządzeniach, np w TV, sundbarze, konsoli itp nawet nie mam fizycznego przycisku „power off” więc wujek dobra rada niech swoje wypociny schowa między bajki. Jak bym chciał to wszystko wyłączać wychodząc z domu, to musiałbym każdy pokój klapnąć „esem” w skrzynce i zostawić tylko kuchnię żeby mi lodówka nie popłynęła… Światło sie gasi, energię oszczędza, stosuję coraz bardziej wymyślne energooszczędne źródła światła jakoś mimo wszystko taniej nie chce być, wręcz przeciwnie. Niedługo inny wujek dobra rada będzie podpowiadał jak zaoszczędzić na żywności – np nie jeść wcale.
Dokładnie :)) Już widzę ten nagłówek :”Nie mamy wpływu na ceny żywności, ale na rachunki już tak” :))
Dożyliśmy czasów, gdzie wykształcenie coraz częściej oznacza całkowite oderwanie od zasad logiki i zdrowego rozsądku.
Dokładnie tak.Dobre rady z kalendarza niech sobie sprawdzi na sobie zamiast wq..iać ludzi bredniami na zlecenie.
Takie uświadamianie ludzi ?? Dziś nie ma analfabetów , są tylko mniej wyedukowani ale doskonale rozumieją źe trzeba oszczędać i to robią. W mojej miejscowości , światło uliczne jest sterowane i świeci się tyle ile potrzeba i jest wyłączane ,dlaczego w mieście nie ma takiej opcji?? Tylko potrafi się świecić w dzień.
w mieście wszędzie gdzie pojawiają się oprawy ledowe, a jest ich niemało i coraz więcej, to są sterowane i programowane na różne schematy świecenia w zależności od godziny.
Nie bardzo rozumiem tylko po co PiS sprzedał prawa do emisji co² – ktoś wie ??
Żeby banksterka miała czym spekulować, czyli kupić, podnieść ich cenę, a następnie okraść wszystkich Polaków zmuszonych do zakupu.
żeby na rozdawnictwo było- kasy już nie ma
sprzdaja c osie da
czesc Lotosa sprzedali ruskim
bedą lasy państwowe sprzedawać. masakra
Romuś nie łgaj jak Twoi mocodawcy z Moskwy. Dostajesz od nich kasę i piszesz bajki. Ale my z ABW znajdziemy ciebie.
Po to żeby kasa z emisji lądowała bezpośrednio w budzecie państwa czyli żeby było na rozdawnictwo
PiS sprzedał uprawnienia do emisji CO2 bo musiał. Problem w tym, że zamiast pieniądze przeznaczyć na modernizację elektrowni, ewentualnie budowę elektrowni atomowej to te pieniądze zwyczajnie przejedli, kupując głosy w wyborach.
Przecież można oglądać telewizję przy świeczkach.
przecież można też nie oglądać TV – będzie jeszcze taniej. Prać można w rzece i gotować na żywym ogniu jak na biwaku. Naprawdę, zabrakło jeszcze tych, jakże pomocnych porad.
Skuteczną solucją jest montaż baterii kondesacyjnych aby podnieść współczynnik Cosinus fi, ale do dla przeciętnego płasko ziemcy/kato talibana za trudne.
No tak. Wychodząc od koncepcji, dochodzimy do konkluzji, że nasze reperkusje są alternatywne. Bowiem determinaż polatywny nie oscyluje wśród wyrazów absurdalnych.
A dla normalnego zjadacza chleba jest drogo albo nie.
Kolejny propagandowy artykuł jak to pisuary dbają o obywateli, a jak był czas na inwestowanie w energetykę to zachwalali węgiel i pogłębiali zacofanie energetyczne Polski. Sami przyznali, że wysokie ceny zwiększają wpływy do budetu i oto macie dlaczego jest drogo, a z tych niby tarcz to cieszą się Niemcy bo tankują u nas taniej, a tarcze są dla nierobów bo normalni ludzie się na nie nie łapią. Precz z pisem, precz z komuną!
Bo węgiel jest wspaniały, bo nasz i nam nikt nie podniesie ceny tego co jest pod ziemią, i czego możemy użyć do produkcji energii czy ogrzewania. To że PiS kłamał jak ze wszystkim innym, a zrobił po cichu to co PO by zrobiło otwarcie, to już problem braku demokracji w Polsce, tylko bycia banustanem.
To ja PiS umożliwił nam zakładanie fotowoltaiki. PO z PSL nas okradało. Podległość polityków PO wobec oczekiwań UE ma dziś realne konsekwencje. W 2008 roku Donald Tusk zgodził się na pakiet „3×20”, zakładający redukcję o 20 proc. emisji
CO2 do roku 2020. Przyjęto także zmianę bazy redukcji CO2 z roku 1990 na rok 2005 oraz obowiązkowy handel uprawnieniami do emisji dla wytwarzających energię
elektryczną, który zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2013 roku. W 2014 roku Komisja Europejska zaproponowała jeszcze bardziej radykalne rozwiązania. Na posiedzenie
RE, którą kierował wówczas nowy przewodniczący Donald Tusk, pojechała zupełnie nieprzygotowana premier Ewa Kopacz, która zgodziła się na kolejne restrykcje,
czyli ograniczenie emisji CO2 o 43 proc. do 2030 oraz na wprowadzenie tzw. Rezerwy Stabilizacyjnej. Stan obecnej drożyzny energetycznej zawdzięczamy decyzjom poprzedników. Aż 59 proc. ceny energii elektrycznej to koszty uprawnień do emisji CO2, których obecne
ceny przekroczyły 90 euro za tonę emisji, kolejne 8 proc. to koszty obowiązków związanych ze wspieraniem Odnawialnych Źródeł Energii (OZE) i efektywności
energetycznej. Akcyza i marża dla sprzedającego to zaledwie 2 proc.
No chwila chwila… Od zawsze nam mówią, że mamy oszczędzać prąd, wymieniać żarówki, kupować RTV i AGD z milionem A w nazwie i jakoś prąd od tego nie potaniał….
Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą. Nikt nic nie wie, nikt nic nie zrobił, ale właściwie i tak to twoja wina. Pod gilotyny takich.
A jak zredukować wysokość STAŁEJ opłaty abonamentowej, handlowej, jakościowej, mocowej, przesyłowej itd? Nalicznej nawet gdyby sie zużyło 0 kwh? Najlepiej nie zużywać prądu wcale a i tak płacić dużo, za to że przecież mogłoby się zużywać prąd gdyby się go zużywało i jest to poświęcenie na które elektrownia jest gotowa? Jak wszyscy będą zużywać mało to cena prądu pójdzie do góry i dalej ludzie będą płacić tyle samo albo więcej. Wiadomo lepiej sprzedać mniej ale drożej.
Proponuje jeszcze do chleba doliczać przy kasie opłatę emisyjną, transportową, paliwową, sklepową, jakościową, dystrybucyjną, zapachową, wystawową, obsługową, kasową, cenową, oświetleniową, socjalną, zdrowotną, pogodową, handlową i ekologiczną.
Nie ma problemu – jak już chleb będzie za drogi to ludzie będą jeść ciastka. A jak nie będzie można kupić samochodów spalinowych – będą jeździć benzynowymi.
Niech ktoś policzy jaki prąd potrzebowałaby stacja ładowania samochodów elektrycznych na powiedzmy 50 stanowisk po 70kW każde i od razu widać jaka to ściema. To nie jest możliwe do zbudowania. Auta elektryczne będą mogli mieć nieliczni i najbogatsi. Reszta hulajnogi. Cała ta transformacja energetyczna wyjdzie nam bokiem, ale może UE tym wysiłkiem oszczędzi światu 5% emisji CO2 żeby Chiny mogły ją zwiększyć o 30%.
Bo auta elektryczne mają być dla elit. Dla plebsu zostaje rower i komunikacja miejska.
Podległość polityków PO wobec oczekiwań UE ma dziś realne konsekwencje. W 2008 roku Donald Tusk zgodził się na pakiet „3×20”, zakładający redukcję o 20 proc. emisji
CO2 do roku 2020. Przyjęto także zmianę bazy redukcji CO2 z roku 1990 na rok 2005 oraz obowiązkowy handel uprawnieniami do emisji dla wytwarzających energię
elektryczną, który zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2013 roku. W 2014 roku Komisja Europejska zaproponowała jeszcze bardziej radykalne rozwiązania. Na posiedzenie
RE, którą kierował wówczas nowy przewodniczący Donald Tusk, pojechała zupełnie nieprzygotowana premier Ewa Kopacz, która zgodziła się na kolejne restrykcje,
czyli ograniczenie emisji CO2 o 43 proc. do 2030 oraz na wprowadzenie tzw. Rezerwy Stabilizacyjnej. Stan obecnej drożyzny energetycznej zawdzięczamy decyzjom poprzedników. Aż 59 proc. ceny energii elektrycznej to koszty uprawnień do emisji CO2, których obecne
ceny przekroczyły 90 euro za tonę emisji, kolejne 8 proc. to koszty obowiązków związanych ze wspieraniem Odnawialnych Źródeł Energii (OZE) i efektywności
energetycznej. Akcyza i marża dla sprzedającego to zaledwie 2 proc.
Podległość polityków PO wobec oczekiwań UE ma dziś realne konsekwencje. W 2008 roku Donald Tusk zgodził się na pakiet „3×20”, zakładający redukcję o 20 proc. emisji
CO2 do roku 2020. Przyjęto także zmianę bazy redukcji CO2 z roku 1990 na rok 2005 oraz obowiązkowy handel uprawnieniami do emisji dla wytwarzających energię
elektryczną, który zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2013 roku. W 2014 roku Komisja Europejska zaproponowała jeszcze bardziej radykalne rozwiązania. Na posiedzenie
RE, którą kierował wówczas nowy przewodniczący Donald Tusk, pojechała zupełnie nieprzygotowana premier Ewa Kopacz, która zgodziła się na kolejne restrykcje,
czyli ograniczenie emisji CO2 o 43 proc. do 2030 oraz na wprowadzenie tzw. Rezerwy Stabilizacyjnej. Stan obecnej drożyzny energetycznej zawdzięczamy decyzjom poprzedników. Aż 59 proc. ceny energii elektrycznej to koszty uprawnień do emisji CO2, których obecne
ceny przekroczyły 90 euro za tonę emisji, kolejne 8 proc. to koszty obowiązków związanych ze wspieraniem Odnawialnych Źródeł Energii (OZE) i efektywności
energetycznej. Akcyza i marża dla sprzedającego to zaledwie 2 proc.
Chyba dwa razy skopiowałeś to co Ci kazali napisać.