Co kilka dni pod marketami w Lublinie kradną samochody. Wszystkie się odnajdują po przyjeździe policji
13:16 18-08-2018 | Autor: redakcja
Jak pokazują policyjne statystyki, z roku na rok w naszym regionie spada liczba kradzieży samochodów. W 2016 roku na terenie działania Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, czyli całego województwa lubelskiego skradzionych zostało 151 aut. W ubiegłym roku liczba ta spadła do 117. Tymczasem policjanci z Lublina potrafią nawet co kilka dni odbierać zgłoszenia od zrozpaczonych właścicieli samochodów, którzy informują, że skradziono im samochód.
Za każdym razem sytuacja jest praktycznie taka sama. Do wielkopowierzchniowego sklepu przyjeżdża osoba, zostawia swój pojazd na parkingu i idzie na zakupy. Kiedy wychodzi, nie odnajduje samochodu. Po kilkuminutowym bieganiu po parkingu, zgłasza kradzież policji. Są to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Zmieniają się tylko miejsca, choć przede wszystkim przeważa tu parking sklepu Ikea przy al. Spółdzielczości Pracy czy też Tarasów Zamkowych przy al. Unii Lubelskiej.
Tymczasem żadna z tych kradzieży nie jest ujmowana w statystykach. Okazuje się bowiem, że pojazdy wcale nie są kradzione. Na miejsce jadą policjanci, którzy szybko odnajdują samochód. I to nie w złodziejskiej dziupli, lecz zaparkowany w innym miejscu, niż wskazywali na to ich właściciele. Po prostu za każdym razem wychodzi na jaw, że kierowca zapomniał, gdzie zostawił swoje auto. Dopóki nie zobaczą pojazdu, są w pełni przekonani, że zostawili swoje auto zupełnie gdzie indziej.
Funkcjonariusze przyznają, że były dni, kiedy podobne interwencje trafiały się nawet dwa-trzy razy dziennie. Jak tłumaczą, kiedy słyszą, że przed Ikeą czy na terenie Tarasów Zamkowych skradziono samochód, wiedzą już, że po przejechaniu parkingowych alejek wraz ze zrozpaczonym właścicielem, auto szybko się odnajdzie. Był też przypadek, że jeden z mężczyzn nie był w stanie przyznać się do tego, iż zapomniał gdzie zaparkował swój pojazd.
Po jego odnalezieniu cały czas twierdził, że jest pewien, iż go tu nie zostawiał. Był skłonny nawet zgłaszać, że nieznana osoba otworzyła mu samochód, przestawiła na sąsiednią alejkę, po czym zamknęła i nie zostawiając żadnych śladów się oddaliła. Zrezygnował dopiero wtedy, kiedy funkcjonariusze wytłumaczyli mu, że parking jest monitorowany i na nagraniu widać wyraźnie, jak on sam osobiście wysiada z zaparkowanego w tym miejscu auta.
(fot. pixabay – zdjęcie ilustracyjne)
2018-08-18 13:12:00
Zamiast przejść się po parkingu i poszukać auta, lepiej zrobić z siebie pośmiewisko i dzwonić na policje. Ja bym się ze wstydu pod ziemię zapadł
Właśnie…a najlepiej z pilotem w ręce, to sam do nas zamruga 🙂
Takie są efekty jeżeli ktoś nie nadąża za rozwojem cywilizacyjnym i jego szare komórki nie współpracują z takim wynalazkiem jak telefon komórkowy przy pomocy którego można sfotografować numer stanowiska na którym zostawia się swój samochód.
Bo trzeba zacząć karać wysokimi mandatami tego typu bezmyślne jednostki i problem bardzo szybko się skończy. Interwencja policji kosztuje wiele, ale czemu za ewidentną głupotę jednostki ma płacić całeb społeczeństwo? Paragraf za bezpodstawne zawiadomienie służb o popełnieniu przestępstwa istnieje, może najwyższy czas zacząć z niego korzystać.
A ja bym ich karał za niesłuszne wezwanie służb. 500 zł by otrzeźwiło baranów.
qwa dekle
Takie osoby mają uprawnienia do prowadzenia pojazdów? Obligatoryjne wysłanie na powtórne badania to jedyne wyjście.
Powinni sobie zapisywać na karteczce sektor parkingu, żeby potem zawężyć obszar poszukiwań. 😉
Żeby zapisać, trzeba najpierw spojrzeć gdzie się zostawia! Kierowcy wydaje się, że wie gdzie przyjechał i chajda na zakupy, a potem nawet piętra parkingu nie jest w stanie zdefiniować. Sam się czasem łapię po paru krokach, że nie spojrzałem na numer miejsca, ale szybko wracam do rzeczywistości 😉 To samo zostawić w lesie koszyk pod drzewem.
Przecież nie mają pojęcia, do czego w ogóle są te dziwne litery i cyfry. Może coś dla strażaków?
Przynajmniej wiadomo jakie rejestracje mają te skradzione pojazdy.
jak te melepety czasami nie znają swojej rejestracji, a dowód autka oczywiście w schowku w autku 😀 to nie dziwne że pin do karty zapisują na karcie, to samo z telefonami, głupi restart telefonu i …. o matko jaki to był pin hehehe
Z życia wzięte, pytany o pin do telefonu oburzony odpowiada : pięć gwiazdek…
Czy tak trudno zapamiętać numer miejsca parkingowego albo chociaż alejkę, kiedy wychodzi się z samochodu? Ale do tego trzeba mieć IQ nieco wyższe niż ameba, a to w przypadku wielu mieszkańców tego miasta – durniów siarczystych – nierealnych.
Jeszcze trzeba dowodów na to że niektórzy kierowcy to skończeni idioci?
.. mój też się odnalazł ?! .. po 4 latach w stodole k. Radomia , a raczej już fragmenty z auta .
Pewnie ci z LSW taak maja
Powinni placic za dojazd to by pamiec wrocila