To największa tego typu impreza na świecie. Urban Highline Festival z perspektywy drona (zdjęcia)
22:17 26-07-2025 | Autor: redakcja
Jedną z głównych atrakcji trwającego właśnie w Lublinie Carnavalu Sztukmistrzów są osoby balansujące na taśmach rozciągniętych między budynkami nad Starym Miastem i Śródmieściem. Nie wszyscy jednak wiedzą, iż tak naprawdę jest to oddzielne wydarzenie odbywające się równolegle z Carnavalem.
Urban Highline Festival, gdyż o nim mowa, to największa tego typu impreza na świecie. Co roku ściąga do Lublina ponad 300 uczestników z całego świata. Swoje umiejętności prezentowali już slacklinerzy z Europy, Kanady, USA, Chin, Australii, Brazylii, Peru, Izraela czy Indii.
Highlining jest sportem polegającym na spacerze w przestrzeni na taśmie zawieszonej na wysokości od kilkunastu do nawet kilkuset metrów. Zazwyczaj uprawiany jest wysoko w górach, jednak przed laty organizatorzy Carnavalu postanowili zaryzykować i przenieść tę dyscyplinę na lubelskie ulice. Było to nawiązanie do postaci Jaszy Mazura, bohatera książki Isaaca Bashevisa Singera „Sztukmistrz z Lublina”.
Należy pamiętać, iż uczestnicy balansują nie na linie, lecz na taśmie. Jest ona szeroka na około 2,5–5 cm i zazwyczaj wykonana z nylonu lub poliestru. Rekord długości w highline w Polsce wynosi 1,5 km.
Galeria zdjęć
A ja tam podziwiam tych ludzi. W czwartek widziałem z bliska, bo siedziałem w 2pier na 5 piętrze. Tuz obok kolejni akrobaci chodzili po tych taśmach na takiej wysokości. Zapięci tylko linką, która była podpięta też do tej samej taśmy. Na dole asfalt. A ci jakby byli metr nad ziemią. Nawet spadając z liny niektórzy robili to skacząc na głowę w dół. Nie mam lęku wysokości ale to jest maksymalny level braku strachu.
Byłem wczoraj… Poza kilkoma pojedynczymi „cyrkowcami” i tychże ludzi na taśmach nic specjalnego. Wydaje mi się, że w poprzednich latach było ciekawiej. Dużo ciekawiej. Nie wiem, może coś przeoczyłem. Ale najwięcej było jakichś przypadkowych pojedynczych samozwańczych „artystów”.
Kto by nie występował, ludu i tak wbije pod korek, nie da się przejść bramą krakowską. Zawsze to okazja do napicia się piwa czy zjedzenia czegoś „kraftowego”. Co ma miasto z takiej promocji? Podatki? Może od knajp, jeśli nie są to estońskie spółki czy cypryjskie fundacje. Bo te budy obwoźne to raczej nie zarejestrowane w Lublinie. Opłata klimatyczna też nie jest pobierana, nawet jak ktoś uczciwie zgłosi turystów. Czy ktoś rzetelnie policzył te korzyści? Bo dla mieszkańców to raczej udręka.
Na pierdoły kasa jest a nie dziurawe drogi już nie…
To co było w tym roku to aż trudno to opisać zawsze było miasto fajnie oświetlone coś się działo a w tym roku to po prostu tragedia
Izrael przyjeżdza a to przypadkiem nie są zajeci mordowaniem dzieci i kobiet w Palestynie
Przypadkiem nie jesteś debilem?
Piękna zabava, ale… Kto za to płaci? Akrobaci ze składek?
I myjcie nogi, dziewczyny. Brudne stópki nie są zbyt fotogeniczne.
Ratusz sponsoruje, że to niby taka „promocja miasta”. Linoskoczki mają dzięki temu zabawę gratis, a karczmarze łupią lemingozę na każdym kuflu sikacza min. 10 zł na czysto.
Kiedyś się działo więcej było fajniej teraz straszna lipa
Co roku jest ta sama lipa
Przereklamowane „coś” czyli co roku to samo a co po za tym? Totalne nic w mieście pustej inspiracji..
P.S. Je*ać LCEAO utrudniające życie lubelskiej oświacie.. „innowacyjny” twór utrudniający życie wszystkim normlanym ludziom.
Od stycznia będzie bunt …